Wojna światów na asfalcie. Testy opon nie grają fair?

Estimated read time 3 min read

Jeszcze nigdy nie pisałem tutaj klasycznego felietonu. Ale czas najwyższy to zmienić, bo temat grzeje mnie od dawna.

Lubimy testować. I ja i myślę większość z nas. Porównujesz czy parówa i buła z LIDLa jest lepsza od parówy i buły z Biedronki. I to jest fajne. Ale zauważyć należy, że nie porównujemy rzeczy z radykalnie różnych galaktyk zestawiając tychże ze sobą. Co mam na myśli? To, że Mercedesa GLE nie porównujemy z Dacią Bigster. To, że z dwóch wybranych sklepów pączka nie porównujesz go do dzieła sztuki cukierniczej od Magdy Gessler czy Pani Foremki. Wiadomo, co wygra smakowo i wiadomo, co wygra cenowo.

Tymczasem organizatorzy testów opon regularnie uprawiają taką właśnie dyscyplinę sportową. Biorą najtańszą chińską oponę, wrzucają na ten sam tor co najdroższego i najnowszego Michelina, po czym oceniają je dokładnie tą samą miarą. I – wielkie zaskoczenie! – ogłaszają, że tani „chińczyk” jest gorszy. No Amerykę odkryli.

Prawdziwy dylemat Kowalskiego

Podstawowy błąd w pisaniu o tanich oponach polega na bezmyślnym porównywaniu ich do segmentu premium. A rzeczywistość na polskich drogach wygląda zupełnie inaczej.

Przeciętny kierowca, który idzie po opony budżetowe, nie bije się z myślami: „Kupić dzisiaj komplet LingLongów czy jednak sypnąć groszem na najnowsze Michelin Pilot Sport?”. Jego realny dylemat brzmi:

Nowe, chińskie opony z pełną gwarancją czy 5-letnia, zjeżdżona używka premium o nieznanej historii i z wątpliwym bieżnikiem?

Gdyby profesjonalne redakcje zestawiły na torze nowego „chińczyka” z taką „okazją z OLX-a”, wyniki mogłyby mocno zaskoczyć i zszokować wielu ortodoksyjnych fanów marek premium.

Oczywiście, wyniki testów ADAC (np. tych najnowszych na sezon 2025/2026) są bezlitosne. Na szczycie tabeli błyszczą Goodyear, Michelin i Bridgestone. Na samym dole, od okolic 21. miejsca, ciągnie się ogon marek typu Radar, Nankang, Landsail, Imperial czy Goodride.

Tyle tylko, że te tanie opony mają jedną, gigantyczną i rzadko zauważaną zaletę: utrzymują ceny europejskich producentów w ryzach. Gdyby nie azjatycka konkurencja depcząca im po piętach, za opony premium płacilibyśmy dziś pewnie dwa razy tyle.

Jak powinny wyglądać testy? Mój apel

ha. apel. bez szans na wprowadzenie do życia.

Dlaczego nikt nie wpadnie na to, by porównać budżetową Europę z budżetową Azją? Jaka jest realna różnica na drodze między naszą Dębicą a chińskim Goodride? Tego się nie dowiesz, bo w tabelkach wszystko ginie w cieniu gigantów premium.

Mój postulat jest prosty: testujmy opony w swoich klasach.

  • Tanie opony zestawiamy z tanimi (i dorzucamy jako punkt odniesienia oponę używaną, a może bieżnikowaną!).
  • Klasę średnią (Medium) parujemy z klasą średnią.
  • Premium niech bije się o ułamki sekund w swojej własnej, elitarnej lidze.

Wyniki takiego sprawiedliwego starcia czytałbym z wypiekami na twarzy. A Wy? Kupilibyście nowego „chińczyka” czy wolicie polować na używane premium od „Niemca, co tylko do kościoła jeździł”?

Dlaczego w tytułowym zdjęciu jest Dacia?

Dacia rozpoczęła współpracę z LingLongiem i na pierwszy montaż w części modeli montowane są opony Ling Long. A Dacia to nie jest jedyny producent z takim wyborem. Gdyby te chińskie były takie złe, to przecież producent aut nie wsadziłby klienta na taką minę, co nie?

You May Also Like

More From Author